Odkąd zarzuciłam dietę nutellowo-parówkową minęło sporo czasu, około szesnastu lat. Niedawno przeprosiłam się z parówkami, ale sojowymi, i do tej pory zjadłam ich z pięć. Trzy dzisiaj. Polecam je także zdegustowanym „mięsnymi” parówkami mięsożercom. Jeden z powtarzanych powszechnie mitów głosi, że do parówek dodaje się tekturę i papier toaletowy. To nieprawda. Kilogram papieru jest droższy niż kilogram parówek, więc taki proceder nie miałby najmniejszego sensu (źródło). Mój ulubiony parówkowy cytat. Hamburgery, hot-dogi nigdy (dokładnie nigdy) nie interesowały mnie w mięsnej wersji. Ich wegetariańskie odpowiedniki już bardziej. A parówki w cieście są zwyczajnie estetyczne. Te nacięcia! 

Składniki:

parówki sojowe 8 sztuk (a może nawet więcej)

mąka 250 g

125 ml ciepłej wody

10 g świeżych drożdży

1 łyżka cukru

łyżka masła

1 łyżeczka soli

1 łyżka curry (opcjonalnie, ale polecam bardzo!)

1 łyżeczka ostrej papryki sproszkowanej

1 jajo do ciasta

1 jajo do sklejania i posmarowania ciasta gotowego

 

Właściwie to zrobiłam ciasto z podwójnych takich proporcji, na kolacje była pizza. W sumie to ta kolacja będzie jutro na śniadanie, bo tak się najadłam, że nie dałam rady pizzy. Nie jestem pewna czy wystarczająco zredukowałam ilości ciastowego wszystkiego. Tak tylko mówię. Z powrotem do rzeczy! Tylko mniej husserlowsko, a bardziej do garów lub do wałków.

Drożdże rozrabiamy z cukrem, mąkę przesiewamy i dodajemy pozostałe składniki (z parówkami oczywiście czekamy, proszę nie wyrabiać ciasta z parówkami w środku) oraz rozrobione drożdże. Wyrabiamy ciasto i odstawiamy przykryte ściereczką na pół godziny do wyrośnięcia w ciepłe miejsce. Wałkujemy ciasto na grubość kilku mm, wykrawamy z niego długie kawałki ciasta o szerokości nieco mniejszej niż długość parówek. Obtaczamy parówki tym ciastem, końcówkę zaklejamy po posmarowaniu jej roztrzepanym jajkiem. Na koniec ciasto na wszystkich parówkach smarujemy resztą roztrzepanego jaja i robimy na nich lekko skośne nacięcia. Właściwie to dla tych nacięć chciałam zrobić takie parówki. Wstawiamy je rozłożone na papierze do pieczenia do piekarnika nagrzanego do 180°C i pieczemy ok. 20 minut, aż ciasto się zarumieni. Ile do w jednym zdaniu! Podajemy z keczupem zmieszanym z oregano. Dobry keczup nie jest zły! I to nie tylko ze smakowego punktu widzenia.

Tagged with:
 

6 Responses to Sojowe parówki w cieście drożdżowym

  1. Ulos pisze:

    Ależ mi smaka narobiłaś tymi swoimi zdjątkami!
    Piękne!
    i są przepisy, z jakich jeszcze nie korzystałam:))
    Gratuluje pomysłu!!

  2. paulina pisze:

    Bardzo dobre. Równie dobre są z ciastem francuskim. Parówki sojowe z Polsoi w tej konfiguracji smakują mi bardziej niż zwykłe z niewiadomoczego.

  3. Filip pisze:

    Robię takie coś ale na imprezki. I wtedy staram się, żeby to były takie „raz na ząb”, czyli małe. z jednej parówki mam 4 sztuki „pasztecików z parówką i lepsze są te chilli…Smacznego

    • kotkot pisze:

      a takie przekąskowe też brzmią fajnie, chociaż jakbym trafiła takie na imprezie to nie wiem czy bym zaufała w ich wegetariańskość ;D

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Set your Twitter account name in your settings to use the TwitterBar Section.