Przepisy na jakieś konkretne danie regionalne są problematyczne. Zawsze mocno się między sobą różnią. Moje rozległe korzenie do blinów sięgają z wpływów białoruskich, poprzez rodzinę z Nowej Soli, od rodziny z Białegostoku. Zawiłe, więc na wszelkie nieścisłości mam usprawiedliwienie  - ten przepis został przefiltrowany przez mnóstwo rąk, w wersji którą się dziś podzielę także dodatkowo przez ręce mej matki. A nie mam pewności, że bliny serwowane przez dziadka i babcię (dziadek robił je, jak uparcie twierdziłam, z pieprzem, a babcia łagodne – nie wiem, czy rzeczywiście robili je inaczej, czy to dziecięca wyobraźnia znalazła pieprz w mocniej przysmażonym blinie i postanowiła dogryzać dziadkowi) swoim wnuczkom nie były też specjalnie podpasowane pod dziecięce gusta. Jadłam je tak dawno, że ciężko mi je porównać z blinami mamy. Te wydawały mi się jakby pączkowe, tamte wspominam inaczej. Postaram się jeszcze dotrzeć do przepisu babci i o ewentualnych rozminięciach wspomnieć, bo niestety, blinów z pieprzem już więcej nie skosztuję.

Jedno jest pewne – babcia z dziadkiem do blinów używali zsiadłego mleka, a w czasach powszechnego występowania w sklepach mleka UHT, które podobno po skwaśnieniu smakowo nadaje się do wylania (podobno, jak już wspomniałam, mleko to dla mnie tylko dodatek, do naleśników, do kakao, do cappuccino), mama do blinów używa maślanki. Jeśli ktoś nie ma dostępu do kwaśniejącego mleka, polecam taką alternatywę.

Składniki:

ok. 1/2 litra kwaśnego mleka lub maślanki

ok. 1/2 kg mąki pszennej (z tego co wiem, oryginalnie jest to połączenie mąki gryczanej z pszenną)

1 jajko

sól (duża szczypta)

łyżeczka sody oczyszczonej

olej do smażenia

Składniki mieszamy w misce do uzyskania gęstej, ale lejącej konsystencji z widocznymi bąblami powietrza w cieście. Ciasto odstawiamy na 15-20 minut w ciepłe miejsce przykryte ściereczką. Bliny smażymy z obu stron na rozgrzanym oleju kształtując okrągłe placki. Placki będą rosły, powinny być dość pulchne. Podajemy z czym mamy ochotę – pasują dodatki zarówno słodkie jak i wytrawne. Ja polecam zjeść je z marmoladą różaną.

 

4 Responses to Bliny białoruskie (a mleko, które nie kwaśnieje)

  1. finka pisze:

    u mnie nazywało się to sodaki – i masz rację smaku z dzieciństwa nie da się odtworzyć. Myślę, że to nie tylko wyidealizowanie i zapomnienie ale też to że składniki już nie te. Moja babcia do sodaków używała zsiadłego mleka z własnej krowy :) no i smażyła to ( jak wszystko zresztą wtedy w wiejskim domu) na smalcu. Wielokrotnie próbowałam odtworzyć ten smak – bezskutecznie…

    świetna strona – jako poszukująca wegetarianka będę tu stałym gościem

  2. horat pisze:

    Ja zauwazylem ze przy blinach mleko ma duuuuuuuzoe znaczenie.Znacznie lepsze wyszly mi np z mlekiem Lidlowskim niz z innymi.

  3. Retro Food pisze:

    U mnie to raczuszki. Jestem trochę w szoku, bo bliny wyobrażałam sobie zupełnie inaczej! :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>