Częściej od sławetnej soi na mym stole gości mniej sławetna soczewica. Soczewica pojawia się w pierwszej polskiej książce kucharskiej („Compendium ferculorum, albo zebranie potraw, przez Urodzonego, Stanisława Czernieckiego I. K. M. Sekretarza. A Iaśnie Wielmoznego Iego Mośći Pana Alexandra Michala Hrabie na Wiśńiczu i Iarosławiu Lubomirskiego, Woiewody Krakowskiego, Sandomirskiego, Zatorskiego, Niepołomskiego, Lubaczewskiego, Ryckiego  Starosty: Kuchmistrza. Ad usum Publicum. Napisane” dawne tytuły książek kucharskich są urzekające!). Dziś soczewicę jadają nie książeta i ich świta, a głównie wegetarianie. Dla reszty świata jest raczej zapomniana. Z pozycji „niedawno miałam pięć lat i pamiętam ten ból” polecam takie kotleciki szczególnie dla dzieci marudzących na typowe, mięsne mielone. Ja swoje kotlety z soczewicy zjadam zazwyczaj klasycznie, czyli z surówką i ziemniakami (dobre ziemniaki nie są w końcu złe), ale zdarza mi się także użyć ich do kanapek.

Składniki (5-6 kotletów):

 soczewica czerwona 150-200 gram suchej

1 jajo (w wersji wegańskiej można zastąpić je łyżką zmielonego siemienia lnianego zmieszanego z wodą)

 bułka tarta

cebula (1 średniej wielkości)

sól, pieprz, pietruszka albo kmin, chilli (poza solą i pieprzem przyprawiamy jak kto lubi)

+ opcjonalnie: czerwona papryka, czosnek, pieczarki (siekamy wraz z cebulą i dodajemy do masy)

Gotujemy soczewice do miękkości (a właściwie nieco rozgotowujemy ją) w nieosolonej wodzie – wodę dolewamy na bieżąco. Warto  część soczewicy dodać po pewnym czasie gotowania, wtedy struktura kotletów będzie bardziej różnorodna, dzięki cześci mniej rozgotowanych ziaren. Wody nie może być za dużo – soczewica musi się ugotować, nie może się spalić, woda musi odparować – bez pilnowania się nie obejdzie, ale soczewica gotuje się dość szybko (ok. 10 minut od zagotowania wody). Cebulę kroimy w drobną kostkę. Ugotowana soczewica musi nieco ostygnąć, do takie nieco ostudzonej wbijamy surowe jajo, dodajemy przyprawy, cebulę, bułkę tartą (tyle bułki, by masa nie lepiła się do dłoni) i całość masy mieszamy łyżką. Lepimy średniej wielkości kotleciki – dość płaskie, około siedmiu centymetrów średnicy (tylko bez linijki proszę! to orientacyjna wielkość, takie się dobrze smażą i dobrze jedzą) i smażymy na oleju na złoty kolor.

Tagged with:
 

8 Responses to Kotlety z soczewicy

  1. witaminkaa pisze:

    Uwielbiam takie kotlety :)

  2. wegetari-anka pisze:

    ja tez je uwielbiam, ale zawsze dodaje mnostwo pietruszki do środka. Paprykę też. I pozdrawiam serdecznie, ja podobnie kotlety w 90% robie z soczewicy, najbardziej lubie czerwona.

  3. panikanka pisze:

    Ależ apetycznie u Ciebie wyglądają,lubię strączkowe pod każdą postacią, czasem robię też takie kotlety i zjadam z górą surówki, bo pyrków już mi się nie chce gotować;)
    Pozdrawiam

    • kotkot pisze:

      dziękuje ;d u mnie ziemniaki gotowane są rodzinnie więc się na nie załapuje, pewnie samej też dużo rzadziej by mi się chciało je ogarniać ;d

  4. nia pisze:

    zrobilam,pychotka
    dodalam bryndzy i usmazylam z tymiankiem,przepyszna kombinacja.

  5. malgo pisze:

    g. 4.30. nie moge spac wiec robie te soczewicowe : -) zamiast bulki tartej – otreby owsiane i zmielone siemie lniane plus posiekany koperek. smaze na teflonie bez oliwy. sa – znakomite.

  6. hurricane pisze:

    czy te kotleciki można upiec w piekarniku?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>