Zjadłabym go jeszcze! Dopiero dziś w moim życiu zagościło guacamole – czasem czuje się jak jakieś młode państwo wieki temu, przed czasami globalizacji i importu wszystkiego. Dopiero docierają do mnie różne nowinki, chociaż bywa, że o nich już gdzieś usłyszałam lub przeczytałam. To nawet ciekawe doświadczenie,  bo ciągle pojawia się w mym potencjalnym menu coś nowego. I za każdym razem ta sama myśl – „czemu dopiero teraz?”. Teraz też. Przydałby się czasem ten posmak nowości w jakimś proszku! Tymczasem ciągle świeży – mój posmak nowości w guacamole. W dzisiejszym wydaniu z cytryną, cebulą i pomidorem, posypane solą morską i podawane z chipsami ze szpinakowej tortilli.

Continue reading »

Tagged with:
 

Dużo dobrej rukoli w moim życiu pojawiło się dzięki Marcelinie. Albo robi rukolowe sałatki na naszych kulinarnych spotkaniach, albo zjada te swoje kanapki z rukolą i suszonymi pomidorami. A wszystkie marcelinowe wydania rukoli są idealne. Te umojone są dopasowane do mojej bezserowości i bezmięsności, tutaj też namieszałam nieco w dressingu, ale nie można ich nazwać wybrakowanymi. To kompletne rukolowe zestawienia, ale wy możecie je znów powzbogacać o co wam się widzi.

Continue reading »

Tagged with:
 

Wiem, wiem, ten najoryginalniejszy tabbouleh jest z kaszą bulgur. Ta wersja jeszcze przede mną. Sałatka z kuskusem jest idealna na upały – zarówno przez sposób jej przyrządzenia jak i sposób podania. Żadnego stania nad parującymi garami ani przy gorącym piekarniku! Ideał. Sałatka jest mocno ziołowo-cytrynowa. Orzeźwiająca i lekka, a przy tym sycąca. Dodatek kolendry w końcu mi zagrał. To jest chyba trochę tak, że lubimy te smaki, które znamy. Moje pierwsze zetknięcie z kolendrą nieco mnie do niej zniechęciło, ale jak się okazuje, można się z nią polubić. Poznajcie naszego pojednawcę – tabbouleh.

Continue reading »

Tagged with:
 

Historia na jeden garnek o tym, jak idąc do indyjskiej restauracji można natrafić na turecką zupę. Po siedmiu latach wegetarianizmu przyszła pora na spróbowanie wegetarańskiej klasyki. Nadrabiam więc! W przeciągu ostatniego tygodnia padło na falafle (które co prawda jadłam wcześniej, ale z powodu organizacyjnych zawirowań tej degustacji, zimne, co nie dodawało im uroku) i zupę z soczewicy. Oba dania to strzał w dziesiątkę. W przeciwieństwie do falafli, zupę z soczewicy można jeść na zimno (i podobno w Turcji tak właśnie się ją czasem jada). Alternatywa dla różowiutkich chłodników! Zupę przyprawiamy dużą ilością soku z cytryny, co sprawia że jest raczej orzeźwiająca, choć przez użycie soczewicy bardzo sycąca. Zjedzona z ryżem będzie pełnowartościowym źródłem białka, więc komu białkowy strach w oczy zagląda, ten zjada z ryżem! Można podawać także z chlebem naan.

Continue reading »

Tagged with:
 
Set your Twitter account name in your settings to use the TwitterBar Section.